|
Brak wiedzy na temat zarządzania, utrudniony dostęp do kompetentnej kadry i kłopoty z sukcesją – to najczęstsze problemy polskich firm rodzinnych. W odpowiedzi na to Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości rozpoczyna cykl szkoleń dla małych i średnich przedsiębiorstw.
– Zagadnienia warsztatów wybraliśmy, kierując się problemami zgłaszanymi podczas pierwszego w Polsce badania tych przedsiębiorstw. Analizę przeprowadziliśmy we współpracy ze Stowarzyszeniem Inicjatyw Firm Rodzinnych – wyjaśnia Małgorzata Mączyńska z PARP.
W Polsce 36 proc. przedsiębiorstw małych i średnich to firmy rodzinne, czyli takie, gdzie pracują co najmniej dwie spokrewnione osoby, które mają wpływ na zarządzanie i udziały własnościowe. Gdyby uwzględnić także firmy jednoosobowe, to odsetek ten stanowiłby 78 proc., czyli porównywalny do
innych krajów Unii Europejskiej.
Katarzyna Gierczak–Grupińska jest córką właścicieli przedsiębiorstwa GELG, działającego w branży metalowej. Obecnie zatrudniają 200 osób. Zaczynali w latach 80. Pierwsze maszyny rodzice kupili za pieniądze zaoszczędzone z hodowli cieplarnianej warzyw i owoców. Pani Katarzyna dobrze pamięta czasy, kiedy tata wykonywał narzędzia w garażu, a dźwięk sprężarki budził ją w każdą niedzielę o 5 rano. Teraz w firmie odpowiada
za marketing. Jej zdaniem, badania PARP, choć ciekawe, mają jednak braki.
– W raporcie przedstawiono głównie problemy małych firm.
W przedsiębiorstwach zatrudniającym kilkaset osób ankieterzy mieli problemy z dotarciem do osób decyzyjnych–mówi Katarzyna Gierczak–Grupińska.
– Według mnie, średnie przedsiębiorstwa w większości są świadome problemów: radzą sobie z problemami zarządzania i dysponują funduszami na zatrudnianie specjalistów.
We współczesnej Polsce firmy rodzinne nie mają długiej tradycji. Ich średni wiek to 14 lat, a więc w większości założyciele wciąż trzymają biznes w swoich rękach. Według badań PARP, w co trzeciej firmie pracują dzieci właścicieli. Drugie pokolenie posiada udziały własnościowe już tylko w co szóstym przedsiębiorstwie rodzinnym. Antoni Madej, założyciel dwóch krakowskich piekarni, współpracuje z córką i bratem.
We własnej firmie ceni sobie możliwość podejmowania szybkich decyzji. – Jeśli firma jest w rękach kilku osób, które znają się na wylot, to łatwo przewidzieć reakcje współwłaścicieli na konkretne propozycje. Choć może to również ograniczać wyobraźnię, zamykać firmę na nowe projekty – przyznaje Antoni Madej.
Czy ma problemy z sukcesją?
– No cóż, wstrzeliła się Pani w dziesiątkę. Córka ma dwa fakultety oraz jest mistrzem piekarniczym i cukierniczym, ale jednocześnie jest matką trójki małych dzieci, wiec jeszcze muszę poczekać, zanim będę mógł przejść na emeryturę – śmieje się krakowski piekarz.
Pilotażowy program szkoleń kierowanych do firm rodzinnych rozpoczyna się na przełomie kwietnia i maja. Obejmie 60–70 małych i średnich przedsiębiorstw. Dla każdej z grup planowanych jest 6 dwudniowych zjazdów. Udział w szkoleniach jest bezpłatny, uczestnicy będą musieli pokryć tylko koszty dojazdów.
– Będziemy poruszać problemy związane z budowaniem strategii i planu rozwoju firmy rodzinnej, nowoczesnego zarządzania, a także aspekty psychologiczne współzawodnictwa międzypokoleniowego, komunikacji w firmie i sukcesji – zapowiada Małgorzata Mączyńska.
Więcej informacji na temat szkoleń i terminów oraz wymagań rekrutacyjnych pojawi się na stronie: www.firmyrodzinne.eu.
NATALIA ADAMSKA
źródło: Dziennik Polski 23.02.2010 |